Sniadanie u fryzjera

Z racji nagromadzenia u mnie dużej
ilości genów odpowiedzialnych za lenistwo
stałem sie ostatnio wielkim fanem
wszelkiego rodzaju knajp,knajpeczek,
restauracji czy barów...czyli generalnie
wszystkich miejsc gdzie zamówione jedzenie
podtykają człowiekowi po nos.
Moja wiedza na ten temat jest juz na tyle pokażna
że mógłbym z powodzeniem napisać przewodnik
po miejskich paśnikach....tu warto,tu pysznie,
a tu nie bo puszczałem ciche bąki przez cały dzień.

Zaobserwowałem tez pewne zjawisko,knajpy
w centrum miasta tracą swą podstawową funkcje
nakarmiena głodnej gęby...bardziej zaczyna liczyć 
sie otoczka w którą to wszystko jest opakowane.
Tak sie składa ze wczoraj postanowiłem przetestować
jeden z nowych lokali w centrum miasta.

Pierwsze wrażenie dośc mylące,przez sekunde
pomyslałem że pomyliłem miejsca i zamiast do knajpy
wlazłem do jakiegoś banku i zamiast michy pod nos
dostane jakiś kredyt,ubezpieczenie czy polise na życie.
To złudne wrażenie powstało dzięki klienteli lokalu,
kilku sklonowanych panów w krawatach,z wypieszczonymi grzywkami.
trzech czytało jakies specjalistyczne Forbesy,dwóch
rozmawiało przez telefon jezykiem tak fachowym
ze dostałbym pewnie raka mózgu próbując to pojąć,
a jeden patrzył sie na laptopa.

Ja natomiast z moja wyborczą pod pachą,bez krawata,
grzywki i laptopa wyglądałem jakbym przyszedł
coś wyżebrać,ewentualnie wyczyścic panom buciki.
Po chwili moja mikroskopijna asertywośc doszła
do głosu i poszedłem w kierunku panienki w wieku 
gimnazjalnym stojącej za supernowoczesną kasą przypominającą
wszystko tylko nie kase,spojrzałem na supernowoczesną 
tablice z menu i przekrzykując supernowoczesną
piosenkę o jakiś kanikułach puszczaną przez
supernowoczesnego dj-ja z eski poprosiłem
o "zestaw sniadaniowy".

Spodziewałem sie supernowoczesnego supersniadania
które bedzie sie wcierać zamiast staromodnie połykać.
Niestety,zamiast ultranowoczesnego posiłku z którym
mógłbym najpierw pogadać o sensie życia zanim je zjem 
dostałem kawke w kartonowym kubku i ordynarne,staromodne,
dwie ugotowane parówy.
Choc zapewne znajdzie sie na tym swiecie paru koneserów
gotowanych parówek jednak ja sie jakoś do nich nie przekonałem,
po za tym wyglądały jak dwa ugotowane gluty.
Generalnie całe to sniadanie miało wygląd dośc niepokojacy,
owszem mogłem wczesniej zapytac,co za tajemnica
kryje sie pod nazwą "zestaw sniadaniowy",ale
najwyrażniej tysiąc dwustu decybelowe kanikuły
otępiły mnie wystarczająco silnie.
Wypiłem kawke,zjadłem jedną glutoparówke wraz z moimi
nowymi przyjaciółmi w krawatach i otępiony rosyjskim
disco pojechałem do pracy.

Cholera jak tak dalej pójdzie to serwowanie jedzenia
w bankoknajpach bedzie sprawą marginalną...bedzie za to 
można tam założyć lokate,posurfować w sieci i zrobic pedicure.
Może wtedy sniadania bedzie serwował pobliski zakład fryzjerski
no oczywiście w ostateczności pozostaje jeszcze 
pobrudzenie troche kuchni i próba zorganizowania sobie posiłku
na własny sposób.

Tak czy inaczej za chwilke przyjedzie ktoś z zamówionym kebabem
i frytkami dlatego muszę sie jeszcze wykąpać,ogolić i
odprasować garnitur.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz