Kto z nas nie chce uciec z miasta,z domu
od codziennych nudnych obowiązków,od
nudnych zajęć terapełtycznych w przychodni
uzależnień.
Każdemu czasami potrzebna jest krótka odmiana..
...wyskok za miasto z przyjaciółmi,jednak
aby tak sie udało potrzebny jest ktoś
kto podejmie sie zadania zmobilizowania
stada do spakowania dodatkowych majtek,zupki chińskiej z Radomia,
dwóch skibek z serkiem topionym półtustym o smaku papryki
i ruszenia na spotkanie z przygodą!
No i tu pada niezwykle germańsko brzmiące słowo
..Organizator.
Gdy mój ukryty masochizm przejmie nade mną kontrole
wcielam sie w postać....a zadanie bywa heroiczne
,czasem myśle ze przydałby mi sie jakiś obcisły strój,
...obcisłe rajty,duża gumowa sztuczna klata z wielką literą "O"
i homoseksualnie powiewająca peleryna a wszystko w kolorze
wisniowym...ok może niekoniecznie...
Jednak co by nie gadać próby organizacji nawet najkrótszego
wypadu gdziekolwiek wraz z moimi wspaniałymi
aczkolwiek nie skłonnymi do samoorganizacji znajomymi
jest niczym zdobycie korony swiata w kurtce
z marmurku bez podpinki i w za dużych relaxach.
Nie bez wpływu na taki stan rzeczy jest srednia wiekowa
siegająca 400 lat i postępująca wsród wielu demencja starcza.
czasem jednak zdarzy sie cud i uda sie zebrać
całe towarzystwo i w ostatnich miesiącach
udało nam sie zrealizować pare wyjazdów..
Ktos załatwił sobie w końcu wolne,ktoś
znalazł opieke dla psa a ktoś inny odstawił
do szafy lateksowy kostium z rozporkiem
na ustach i tyłku.
Był wyskok majowy w którym temperatura
w domkach letniskowych dochodziła w nocy do
minus dwudziestu stopni a przez moje chrapanie
nie spało ponoć pół Polski...choć to
akurat uważam za obrzydliwe oszczerstwo
...z tego co słyszałem moje delikatne,cichutkie pochrapywanie
działa kojąco ..są tacy co twierdzą że wrecz leczniczo.
Innym razem udało nam sie wyrwac do
Lesniczówki na sylwestra...i tu akurat
odbyło sie bez wiekszych zgrzytów...no
może po za tym że czyjeś chrapanie przepłoszyło
całą okoliczną zwierzyne a lesnicy do
teraz znajdują trzesące sie ze strachu sarenki.
mijały miesiace a niektórzy uczestnicy
wyjazdów przejawiali oznaki buntu,jak pewnien
kolega który na wspólny wesoły wyjazd na jezioro
dumnie wytargał z samochodu telewizor...
...były tez bardziej wyrafinowane formy
oporu.Jedna z koleżanek na trzydniowy,jesienny
wyjazd do Pragi czeskiej zabrała tylko leciutkie
sandałki uszyte za pomocą śliny przez małych chińczyków karmionych
łyżką ryżu na dobe,...wybór troszke nie trafiony
zważając na zwiedzająco-poznawczy charakter wycieczki.
Muszę przyznać ze ta forma ascetycznego protestu bardzo
mi zaimponowała.
A dzisiaj?? dzis mamy kilka fotek z paru wspólnie
odwiedzonych miejsc..z ja coraz rzadziej chowam lateksowy
kostium do szafy.
P.S...jeśli do kogos jeszcze nie dzwoniłem
to przypominam o sobotniej imprezie u Beaty.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz